Koniec Świata

Jesienna trasa    8 – 11.10.2025

Dawno, dawno temu wypatrzyłem w Internecie zdjęcie rowerzysty pod tablicą z nazwą miejscowości Koniec  Świata. Oj, ciekawostka! Miejsce poza tym odludne trochę, klimatyczne. Chcę też tam być!   To przysiółek wsi Głuszyna w gminie Kraszewice, w Wielkopolsce. Jakoś nie po drodze mi było zaglądać tam, inne były cele wyjazdów. Odłożone to zostało „ad kalendas graecas”. Zaplanowałem jednak dojazd do Głuszyny na czerwiec 2025 podczas wycieczki po lubuskie gminy. Dojechałem tam nawet. O zgrozo – okazało się, że to nie ta Głuszyna co trzeba. Pomyliłem się w planowaniu.                                      Zły byłem na siebie bardzo, ale obiecałem sobie, że tym razem to już nie odpuszczę i ponowię próbę zdobycia Końca Świata. Przyszedł czas na to w październiku. Prognozy pogody bez rewelacji, ale zostawiały nadzieję, że jakoś ominę deszcze. Jedziemy więc! Wyruszam z Szydłowca 08.10.2025 r.

 „Hej Johny Walker, mały jest ten świat” śpiewał niegdyś Krzysztof Klenczon. Coś jest na rzeczy. Dwa dni rowerem i już dojechałem… Dwa październikowe dni. Trochę jesiennej zadumy, trochę jesiennej szarugi. Dla każdego coś miłego.
Start przed świtem, meta o zmierzchu. 284 km. Ranek jeszcze ciemny i bardzo mglisty. Kurtka odblaskowa i pełne oświetlenie roweru. Okulary zaraz zaparowały, więc idą do kieszeni na godzinę, lub dwie. Mgła osiada na rękawiczkach, kasku, ubraniu. Po co mi to? Alpiniści zapytywani po co włażą na górę odpowiadają – bo jest. Chyba podobnie jest z moimi gminami, Końcem Świata i innymi aktualnymi celami. Załamująca się momentami pogoda odbiera taką prostą przyjemność z cieszenia się mijanymi widokami. Zmęczenie – niby nie takie wielkie, bo jadę tempem turystycznym, a nie sportowym, ale jednak jest.    Pod koniec dnia nogi jednak miękną. Obiad w restauracji to zasłużony posiłek, ale też okazja żeby się trochę zregenerować. Rower ciężki – obładowany sakwami. Wsiadanie i zsiadanie z niego to już wydarzenie. Z wiekiem robię się coraz wygodniejszy. Preferuję noclegi „pod dachem”, ale sprzęt biwakowy targam ze sobą na wszelki wypadek. Jest namiot, śpiwór, kuchenka turystyczna. Pogoda niepewna, więc ciuchów też sporo. Wszystko to ma swoją wagę – i tę symboliczną, i tę wyrażoną w kilogramach. Nigdy do końca nie wiesz dokąd dojedziesz – za dużo zmiennych – upały, opady, wiatr, pagórki, sprawy organizacyjne typu zakupy, jedzenie… A jedzie się do oporu, bo szkoda dnia, żeby kończyć za wcześnie.
No więc jadę tam już drugi dzień. Koniec Świata za 10… za 5 kilometrów. Rośnie podniecenie… jeszcze chwila, już z daleka widać dobrze znaną, wyuczoną ze zdjęć na pamięć tablicę z nazwą miejscowości…  Jestem!!! Telefon, zdjęcia, sms-y…  SMS-y nie idą, brak zasięgu, totalne zadupie. Siadam, rozglądam się, podziwiam wiatę, z niekłamaną niechęcią myślę o bezsensownym oklejaniu tablicy nalepkami. Już nie podniecenie, już trochę refleksji, już niedługo trzeba wracać na nocleg, bo wieczór bardzo blisko.
Poszukiwanie bywa cenniejsze od spełnienia. Droga jest celem. Są takie powiedzenia na ten temat. Najpiękniej według mnie wyraził to jednak Bolesław Leśmian w wierszu „Dziewczyna”.
„Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów, potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godne trudów”.  To tylko puenta, polecam cały wiersz przeczytać.
To były dwa pierwsze dni, główny cel osiągnięty, pozostał jeszcze powrót przez kolejne dwa dni. Jeszcze zdjęcia tablic z imionami dziewczyn do mojej kolekcji. 
 http://transatlantyk.bike/kolekcja/
Przez pierwsze trzy dni pogoda była OK. Może bez cudów, bo to jednak październik. Czwarty dzień już był ciężki. Z rana jakaś niby niewielka mżawka, potem tylko ponure chmury, a ostatnie 30 km to już deszcz. Na szczęście nie ulewa. Dojechałem zmoczony, ale szczęśliwy, że udało się w końcu roku trochę dalej niż „dookoła komina” pojeździć. Wszak o to jeżdżenie najbardziej chodzi w moich wyjazdach. Jeszcze mapka wyjazdu i link da mapki aktywnej.
https://ridewithgps.com/routes/52919123

                        Mój stary wierny przyjaciel na Końcu Świata

               W Głuszynie już drogowskaz nie pozwalający zbłądzić

         Chata na końcu Świata. Niewirle brakło bym w niej nocował.

        

 

 

 

Jeszcze tak przez analogię zdjęcie z podobnej serii. Zdjęcie zrobione w maju 2016 roku gdzieś na pograniczu województw kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego. Jeśli czas pozwoli ustalić dokładniejszą lokalizację, wtedy oczywiście podam ją do wiadomości.

Scroll to Top